GAZETA WYBORCZA: Nowe życie dla starego kina


Michał Orzechowski (zdjęcie: Grażyna Marks / Agencja Gazeta)

Gazeta Wyborcza Bydgoszcz, 6 września 2019

Teskt: Aleksandra Lewinska / Zdjęcia: Grażyna Marks


Dla młodych wizyta w Pomorzaninie to jak zajęcia z archeologii miasta. Dla starszych — powrót do świata swojej młodości — o projekcie reaktywacji Pomorzanina mówi Michał Orzechowski, menedżer projektu.



Aleksandra Lewińska: Szczęściarz z pana. Nikt inny nie może bywać w Pomorzaninie codziennie.

Michał Orzechowski, menedżer projektu „Pomorzanin. Reaktywacja”: Wiem, że wielu mi zazdrości. Dlatego ich wpuszczam.


???

– Najczęściej, gdy tylko włożę klucze w zamek, stoi już za moim plecami ktoś, kto chce wejść. A wyznaję zasadę, że każdy, kto przekroczy próg Pomorzanina, jest moim gościem.


Kogo kino przyciąga najbardziej?

– Przede wszystkim osoby starsze. Snują niesamowite opowieści. Najpiękniejszą usłyszałem podczas swojego pierwszego dnia pracy w kinie. Podeszła do mnie pani, zdrowo po osiemdziesiątce i mówi: wie pan co, pójdźmy na balkon. Wzięła mnie pod rękę, poszliśmy na górę.

Drżącą dłonią wskazała najbardziej oddalony kąt na balkonie. – Proszę pana, tu się pierwszy raz w życiu całowałam – powiedziała.

Ona się popłakała, ja się popłakałem. Starsi ludzie wchodzą do kina i przypominają sobie młodość. Druga grupa zainteresowanych to ludzie młodzi, mający mniej niż 20 lat. Nie mają wspomnień z Pomorzanina. Bywają zdziwieni, że na Gdańskiej, za dużymi drzwiami jest tak duża sala kinowa. Dla nich to jak zajęcia z archeologii miasta. Gdy mówię, że kiedyś w Bydgoszczy działały 22 jednosalowe kina, szeroko otwierają oczy. Gdy opowiadam, że na dworcu kolejowym było kino „Rozmaitości” przeznaczone dla pasażerów czekających na przesiadkę – nie dowierzają. Trzecia grupa to zupełnie przypadkowi ludzie, w tym turyści. Są zauroczeni. W kinie jest wiele miejsc, w których rzesze bydgoszczan jeszcze nigdy nie były.


Na przykład?

– Pod kinem są przepastne piwnice. Pomorzanin pod koniec swojej działalności był magazynem dla zamykanych kin w regionie. Tu trafiał cały sprzęt filmowy. Stoją tu stare projektory, obiektywy, lampy, soczewki. Przez 16 lat nikt się tym nie zajmował. Znalazłem też stare bilety do kina, wydawane przez Okręgową Instytucję Rozpowszechniania Filmów.


(zdjęcie: Grażyna Marks / Agencja Gazeta)

Takie urywane, z rolki?

– Wąskie druczki na szarym papierze. Z ceną 400 zł sprzed denominacji i 6 zł – po. Odkryłem te zbiory przez przypadek. Na planach budowlanych zobaczyłem piwnice, byłem pewnie pierwszym człowiekiem, który tu wszedł po kilkunastu latach. Świadczy o tym jedna z pajęczyn, której staram się nie rozwalić. Jest chyba największa w mieście, wielkości dużej firany. Na piętrze z kolei jest operatorka, a w niej dwa przedwojenne projektory, najpewniej pochodzą z 1914 roku, z pierwotnego wyposażenia kina, które otworzono jako Kristall-Palast.


Wisi tu też kalendarz projekcji na ostatni tydzień działalności Pomorzanina.

– Są rozpisane do piątku. Ale ostatnia była w środę. 25 czerwca 2003 roku o godz. 20 wyświetlono film „Godziny”. Po nim kierownik wywiesił na drzwiach od strony Gdańskiej kartkę z informacją: „przerwa urlopowa”. Wszyscy mieli nadzieję, że zamykają tylko na chwilę.


(zdjęcie: Grażyna Marks / Agencja Gazeta)

Ta „chwila” trwała ponad 15 lat. Pomieszczenia techniczne na piętrze do dziś wyglądają, jakby ktoś z nich tylko na moment wyszedł. Co w nich jest?

– Pokój warsztatowy, w którym sklejano filmowe taśmy i dokonywano drobnych napraw. Na stole wciąż leżą śrubki i narzędzia. Obok jest gabinet kierownika kina. W szafie do dziś wiszą zawieszone przez niego zdjęcia i – najpewniej też jego – dżinsy. Z pustą flaszką po wódce w kieszeni.


Jak turyści trafiają do nieistniejącego kina?

– Przez przypadek. I są szczerze zaskoczeni, że po tej stronie Brdy jest tak fajnie. Takich spontanicznych wycieczek pewnie już ze sto oprowadziłem. Potem kieruję turystów do dzielnicy muzycznej, czy na Cieszkowskiego. To trochę problem Bydgoszczy: ludzie oglądają Wyspę Młyńską, Stary Rynek, Jatki. Niemrawo zapraszamy ich w miejsca na drugim brzegu rzeki. Przydałaby się jakaś informacja dla turystów, choćby przy przejściu przy ul. Focha, kierująca ich w tamte rejony. Ale wracając do Pomorzanina: nie może pani mówić o nim „nieistniejące”.


Przecież nie działa od 2013.

– Ale od ponad roku wciąż się coś w nim dzieje. Teraz mamy grafik imprez wypełniony do listopada. Co tydzień – coś. W zasadzie więc kino działa. Mamy interaktywną stronę internetową, wokół Pomorzanina buduje się społeczność. W zeszłym roku próbowaliśmy sił. Mieliśmy pierwszy w historii kina koncert muzyki klasycznej. Okazało się, że akustyka jest świetna. W czasie Camerimage odbywały się warsztaty. Oprócz tego były w Pomorzaninie projekcje, wystawy, spektakle. Mieliśmy nawet debatę kandydatów przed Eurowyborami i galę wręczenia nagród dla najbardziej przyjaznego urzędu skarbowego. Telefony w sprawie organizacji imprez w kinie urywają się.


Wszystkich pan wpuszcza?

– Teraz już muszę czasem odmawiać, bo mamy zbyt dużo rezerwacji. Ludzie chcą organizować imprezy w kinie, po pierwsze dlatego, że to niesamowita przestrzeń. Ale działa też magia miejsca. Ogłoszenie, że coś będzie odbywało się właśnie w tej starej sali, sprawia, że już podnosi się ranga przedsięwzięcia, wielu przyciągnie sama lokalizacja.

Dotąd za wynajem sali nie wziąłem ani złotówki. Teraz, w związku z tym, że imprez odbywa się w Pomorzaninie coraz więcej, będę pobierał symboliczne kwoty, by opłacić media czy sprzątanie.


Plan na przyszłość?

– Dopracowany w najmniejszym szczególe. Na razie działamy w takich warunkach, jakie są. Przez ostatni miesiąc miałem w kinie budowlańców, którzy troszkę podreperowali ściany w sali głównej. Już nie lecą tynki. Zrobiliśmy tymczasową nową instalację elektryczną, udrożniliśmy wyjścia ewakuacyjne, zainstalowaliśmy oświetlenie awaryjne. Ale to wciąż prolog do właściwych prac. Studium wykonalności projektu „Pomorzanin. Reaktywacja” jest gotowe. Zakłada, że w kinie będzie coś, co roboczo nazywam multifunkcyjnym centrum sztuki.


Czyli?

– Sala kinowa będzie mogła być jednocześnie salą koncertową, wystawienniczą czy konferencyjną. Własnością firmy Moderator Inwestycje jest nie tylko Pomorzanin, ale też pomieszczenia obok kina, których witryny widzimy od ul. Gdańskiej. Na razie są wynajmowane komercyjnie. Ale gdy kino zacznie działać, chcemy je zaaranżować na kawiarnię artystyczną czy inną przestrzeń, która będzie uzupełniała kino. Wejście do kina również planujemy zaaranżować na przestrzeń wspólną, z kawiarnią, miejscem, gdzie można się spotkać. Chcemy zagospodarować piwnice. Są dość niskie, trzeba będzie je pogłębić. Ale mogłyby się tam znaleźć sale prób, garderoby. W głównej sali będzie nie 770 jak w przeszłości, ale ok. 450 foteli. Jest zapotrzebowanie na taką przestrzeń w mieście. Bo są w Bydgoszczy duże przestrzenie – w Łuczniczce, operze i filharmonii, poza nimi – sale stuosobowe. Zakładamy, że funkcja naszej sali będzie się zmieniała na naciśnięcie przycisku.


To znaczy?

– Że w szybki, sprawny i prosty sposób będzie można zmienić salę kinową w koncertową. Na przykład dzięki mobilnemu systemowi foteli, który będzie się chował pod scenę lub, co jest moim marzeniem, w podłogę.


Piękny plan. Dlaczego go nie realizujecie?

– Pieniądze. Studium wykonalności przewiduje koszt ok. 12 mln zł. Połowę tej kwoty zamierza wyłożyć Moderator Inwestycje, który kino kupił. Ale drugą połowę muszę ściągnąć.



Udało się wpisać reaktywację Pomorzanina do Gminnego Programu Rewitalizacji.

– I z niego dostaniemy ok. 800 tys. zł. Ale wciąż brakuje 5 milionów. Składam wnioski, gdzie się da. Największą szansą są pieniądze na infrastrukturę kultury z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ale już dwukrotnie nasz wniosek odrzucono. Mam nadzieję, że kolejna próba będzie zakończona sukcesem. Ale to nie znaczy, że pozwalamy kinu marnieć. Gdy Moderator kupił Pomorzanina 2,5 roku temu – sala była w stanie opłakanym. Przede wszystkim dlatego, że przeciekał dach. Po każdej ulewie kałuże, gdy śnieg zaczynał topnieć – kałuże. Każdy kolejny deszcz zmywał kolejną warstwę farby ze ścian. Te wszystkie beże, brązy i łososie, którymi obrosły w PRL-u.


Jakie barwy były oryginalnie?

– Na ścianach są secesyjne sztukaterie. Gdy przed niespełna rokiem zeszła ostatnia warstwa farby, pokazały się także niewielkie fragmenty secesyjnych polichromii. Jestem w kontakcie z prof. Dariuszem Markowskim, kiedyś zrobimy tu profesjonalne odkrywki, by zobaczyć, ile da się uratować, czy odtworzyć. Sztukaterie z kolei były złocone. Kino przed wojną oznaczało przecież przepych.


To kino, które pamiętam z młodości, z przepychem już się nie kojarzy.

– Jeszcze w latach 90. należało do najbardziej nowoczesnych w regionie. Miało świetny system projekcji i najnowocześniejszy system nagłośnieniowy. Ale we wspomnieniach bydgoszczan pozostały raczej tylko trzeszczące fotele i wszędobylski smród.


Co śmierdziało?

– Najpewniej niekonserwowana drewniana podłoga i boazeria na ścianach. Gdy wszedłem tu po latach, odklejała się ze ścian. Usunęliśmy ją, zaimpregnowaliśmy ścianę z cegieł. Ale, co najważniejsze – wyremontowaliśmy dach. Nie mogliśmy dłużej czekać na dofinansowanie, podjęliśmy decyzję, by zrobić to jak najszybciej. Jest piękny. Serio. Dekarze, którzy tu pracowali, byli tak zadowoleni ze swojej roboty, że wystawili zdjęcia na branżowym forum i były one jego przebojem przez kilka tygodni. Dzięki tej inwestycji dalszych zniszczeń w kinie nie będzie.


Dlaczego nie ma tu ani jednego oryginalnego fotela kinowego?

– Krążą wśród bydgoszczan opowieści, że ostatni właściciel Pomorzanina postanowił opróżnić kino i powiedział pracownikom: bierzcie, co chcecie. Wszystko zostało wybebeszone. Na sali są ramy od głośników, puste w środku. Nie mam ani jednego fotela, na seanse pożyczam krzesła. Wiem, że w Bydgoszczy w kilkunastu miejscach po kilka foteli jest.


To pewnie było wtedy, gdy Pomorzanina miał zastąpić market.

– Wtedy na sali głównej zrobiono odkrywkę: kopano cztery metry w głąb, by zobaczyć, czy da się tu zbudować parking podziemny. Okazało się to niemożliwe. Uff.



więcej zdjęć na stronie bydgoszcz.gazeta.pl

86 wyświetlenia

Kino Pomorzanin

ul. Gdańska 10

85-006 Bydgoszcz

 Fundacja Kino Pomorzanin
ul. Focha 12, 85-070 Bydgoszcz
KRS 0000811146 | NIP 9671431364

nr konta 59 1940 1076 3206 4441 0000 0000

Kino Pomorzanin Sp. z o.o.
ul. Focha 12, 85-070 Bydgoszcz
KRS 0000708388 | NIP 9671405757

REGON 369097657

qr-carrd.png

Płatności kartami w sklepie

Kina Pomorzanin obsługuje

copyright © 2020 by Kino Pomorzanin Sp. z o.o. | Moderator Inwestycje Sp. z o.o.
design & website © 2019 by
mapi+